Showing posts with label Manarola. Show all posts
Showing posts with label Manarola. Show all posts

Thursday, 26 February 2015

Hike no. 1 - from Manarola to Riomaggiore

On our third day in Cinque Terre, having seen all of the villages, we were finally ready to hit the trails. Don't get me wrong here, we were actually ready to do it on the first day as well. It's just the weather that didn't want to cooperate with us. This day wasn't any better, we simply didn't want to postpone it any longer.

We studied the map very carefully to choose a trail that on one hand was pretty short and on the other seemed quite interesting to us. Mind you that the seaside trails were closed. The ones between Riomaggiore and Manarola (the so-called via dell'Amore, est time 20 min) and between Manarola and Corniglia (est time 45 min) due to landslides and the ones between Corniglia and Vernazza (est time 1h30m) and between Vernazza and Monterosso (est time 1h45m) due to poor weather conditions (the estimated times vary according to the source of data). But Cinque Terre, luckily, is not just about these four trails. Spectacular ones, that's for sure. But not the only ones. We decided to choose one of the alternatives.

Our choice - the trail between Manarola and Riomaggiore (yes, that direction). Estimated time - one hour. Seemed pretty convenient.

We decided to go slow. It was wet and slippery, the humidity was sooo high, we didn't want to risk too much. And we didn't want to discourage Artur with too much effort and exhaustion already on our first hike, either.

The hike was much more difficult than we anticipated. The rain, even though it was raining just a tiny little bit, but like a pain in the ass, did not help. But it stopped raining around the time we reached the top (so roughly half way through).

There were not too many people on the trail, but since it's narrow and steep, it was very difficult to pass by each other. We all had trekking shoes on and it was difficult for us to go at times. And we have seen people in flip flops on the trail! I couldn't believe my eyes. I was wondering whether the ones wearing them were more brave or stupid...

We reached the summit in ca. 30 minutes. Apart from being a water animal, Artur is, apparently, a chamois as well. In less than an hour we were in Riomaggiore. I was really proud of all of us, but of Artur the most. He was walking eagerly all the way, not complaining (too much).

When we got to Riomaggiore, we grabbed some lunch and went to our beach lunch spot to rest a bit before we had back to Corniglia to climb the 365 (or something) stairs from the train station to the village.

And after this almost an hour long hike, we were rewarded with wonderful, sunny weather. Worth all the effort :)


Trzeciego dnia w Cinque Terre, po zobaczeniu wszystkich pięciu miejscowości, byliśmy w końcu gotowi, by udać się na szlak. Nie zrozumcie mnie źle, gotowi byliśmy już pierwszego dnia. Pogoda jednak, delikatnie rzecz ujmując, do tego nie zachęcała. Tego dnia nie było zresztą wcale lepiej, ale nie chcieliśmy już tego dłużej odkładać. 

Dokładnie przestudiowaliśmy mapę w poszukiwaniu szlaku, który z jednej strony będzie w miarę krótki, a z drugiej będzie dla nas interesujący. Chciałabym w tym miejscu przypomnieć, że szlaku biegnące wzdłuż brzegu morza były zamknięte. Te między Riomaggiore i Manarolą (tak zwana droga miłości, szacunkowy czas 20 min) oraz między Manarolą i Corniglią (szacunkowy czas 45 min) z powodu obsunięć ziemi, a te między Corniglią i Vernazzą (czas 1h30m) oraz między Vernazzą i Monterosso (czas 1h45m) z powodu złych warunków pogodowych. Ale Cinque Terre, na całe szczęście, to nie tylko te cztery szlaki. Spektakularne, na pewno. Ale nie jedyne. Postanowiliśmy wybrać jedną z alternatyw.

Nasz wybór - szlak łączący Manarolę z Riomaggiore (w tym właśnie kierunku). Szacunkowy czas - jedna godzina. Wydawał się być przekonujący.

Postanowiliśmy się nie spieszyć. Było mokro i ślisko, wilgotność była bardzo wysoka, nie chcieliśmy za dużo ryzykować. No i nie chcieliśmy zniechęcić Arturka już przy pierwszym przejściu z powodu zbyt dużego wysiłku i zmęczenia. 

Wspinaczka była dużo trudniejsza niż przypuszczaliśmy. Kapiący deszcz, choć nie był intensywny, ale jednak upierdliwy, nie pomagał. Ale przestało padać w okolicach szczytu, czyli mniej więcej w połowie drogi. 

Na szlaku nie było zbyt wielu ludzi, ale z racji tego, że jest on wąski i stromy, ciężko było się na nim mijać. My mieliśmy buty do trekkingu, a i tak było nam ciężko miejscami. A widzieliśmy na tym samym szlaku ludzi w klapkach/japonkach! Nie wierzyłam własnym oczom. Zastanawiałam się, czy te osoby są bardziej odważne czy głupie...

Do szczytu dotarliśmy w około 30 minut. Poza byciem zwierzęciem wodnym, najwidoczniej, Artur jest również kozicą. W mniej niż godzinę dotarliśmy do Riomaggiore. Byłam dumna z nas wszystkich, ale szczególnie z Arturka. Szedł chętnie, bez specjalnego narzekania.

Gdy dotarliśmy do Riomaggiore, kupiliśmy sobie coś do jedzenia i udaliśmy się na naszą obiadową plażę, by się posilić i chwilę odpocząć, zanim ruszymy w drogę powrotną do Corniglii, by wspiąć się po 365 stopniach (mniej więcej) dzielących stację kolejową od miejscowości. 

I po tej blisko godzinnej wspinaczce, zostaliśmy nagrodzenie piękną, słoneczną pogodą. Wartą każdego wysiłku ;)

 And that's what the trail looked like already outside Manarola. / A tak wyglądał szlak po wyjściu z Manaroli
 The views were stunning, though / Widoki były za to powalające
 Somewhere on the top / Gdzieś na szczycie
 A road leading to Riomaggiore / Droga prowadząca do Riomaggiore
 Riomaggiore as seen from the trail / Riomaggiore widziane ze szlaku

image

Wednesday, 18 February 2015

The last of the five

Oh boy, I haven't been here for a while. The kids got ill one after another (including my husband ;)), so there was really no energy for writing. There's a saying: how can you make God laugh? Tell Him about your plans. I'm kinda thinking my kids could've been laughing with Him this time ;)

But I'm back yet again, with new energy and new willingness to share something. I wanted to be done with our Italian adventures by this time, but yet again... plans... So I'll continue the story, sorry ;)

The next of the Cinque Terre that we decided to see was Manarola. It was also the last one. When we were there, it finally stopped raining for a bit (just for a bit), but it was still dark and gloomy. Nevertheless, we found some colour in the village, too.

We went to the little harbour to have a look at the sea (cause that was such a new view for us ;)) and... it was the first (and only) place where I got my feet all wet. I wanted to take a picture of I can't even remember what, so I told my guys to go and I'd catch up with them. And then I just didn't see the wave coming... Luckily, it was warm and the water was... well, not that warm, but didn't make me ill. Which was good. 

We also got onto the seaside trail to Corniglia, the second of the closed due to landslides one. We went as far as it was allowed, just for the views. Once they open, it's going to be great for walking. Yes, walking. Cause it's not a demanding trail. Flat, even. You can take a buggy there. I don't know what it looks like when it reaches Corniglia, cause obviously we couldn't get that far. But it looked ok. We also got a chance for a less than from Corniglia distant view of Manarola (so that we could actually see what it looked like and how colourful it was). Always a plus. 

And we were finally ready to hit the trails. We didn't want to wait any longer, cause we didn't know if the weather was ever going to get better. But about that... next time ;)

Ojciu, znów mnie długo nie było. Dzieci się pochorowały jedno po drugim (wliczając w to mojego męża ;)), więc nie miałam siły na pisanie. Mówi się: jak rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz Mu o swoich planach. Mam dziwne wrażenie, że tym razem moje dzieci śmiały się razem z Nim ;)

Ale wróciłam, z nową energią i nowym zapałem, by się dalej z Wami dzielić swoimi przygodami. Miałam nadzieję, że w tym momencie będę już miała za sobą nasze włoskie wakacje, ale znów... plany... Więc dalej będę wspominać Włochy ;)

Kolejnym z Cinque Terre, który postanowiliśmy odwiedzić była Manarola. Była to również ostatnia z miejscowości. Gdy tam byliśmy, w końcu przestało padać na chwilę (tylko na chwilę), ale wciąż było ciemno i ponuro. Udało nam się jednak znaleźć i trochę koloru w tej małej miejscowości. 

Poszliśmy do małego portu, by spojrzeć na morze (w końcu to dla nas nowy widok ;)) i... to właśnie tam po raz pierwszy (i jedyny) zmoczyłam sobie stopy. Chciałam zrobić zdjęcie już nie pamiętam czego, więc powiedziałam chłopakom, żeby poszli, a ja ich dogonię. A potem po prostu nie zauważyłam nadchodzącej fali... Na szczęście było ciepło i woda była... cóż, niezbyt ciepła, ale na tyle łaskawa, że mnie nie przeziębiła. Nie narzekam.

Weszliśmy na nadbrzeżny szlak wiodący do Cornigli, drugi z tych zamkniętych z powodu osuwającej się ziemi. Poszliśmy nim tak daleko, jak było można, żeby popodziwiać widoki. Kiedy już go otworzą, będzie on świetnym miejscem na spacer. Tak, spacer. Bo nie jest to wymagający szlak. Płaski, równy. Można tam pójść z wózkiem. Nie wiem, jak wygląda jego końcówka tuż przed Corniglią, bo oczywiście tak daleko nie dotarliśmy, ale wydawał się być ok. Ze szlaku mogliśmy sobie również spojrzeć na Manarolę z mniejszej niż z Cornigli odległości (dzięki temu mogliśmy zobaczyć, jak się prezentuje i jak bardzo jest kolorowa). Zawsze plus.

I w końcu byliśmy gotowi, by wkroczyć na szlak. Nie chcieliśmy już dłużej czekać, bo nie wiedzieliśmy, czy jest na co czekać, czy pogoda w ogóle się poprawi. Ale o tym... następnym razem ;)


 The trail to Corniglia can be seen here / Na zdjęciu widoczny jest szlak do Corniglii
That's where my feet got all wet / To tu fala zmoczyła mi stopy
 The trail to Corniglia / Szlak do Corniglii



image

Tuesday, 2 December 2014

"Corniglia is magic"

Our main goal, main destination for our Italian trip wasn't Florence and wasn't Pisa. No. What I really wanted to see was five tiny villages as if trapped between the sea and the rocky land around them. Cinque Terre. Five Villages. Liguria. Italy.

I've seen so many pictures of the five and read so much about them, that I simply had to see them for myself. I've been waiting and longing to go there for the past... well, definitely over two years. The first attempt was in 2012 when we were planning our European road trip. Finally European changed into German, which I don't regret, but I had to postpone seeing Cinque Terre back then. This year, there was no option for postponing. Apart from heavy rainfalls and landslides, which have been happening in the area in the past few years. But I was hoping that nothing even remotely similar will happen this year.

In order to get from Pisa to Cinque Terre, we took a train. We didn't feel like getting up too early, so we skipped the only direct connection leaving from Pisa. We took a train to LaSpezia, where we changed for the regional train connecting all the five villages with LaSpezia (to the east) and Levanto (to the west, some go even further). Almost right after the train leaves LaSpezia, it gets into a tunnel. So you have no idea where you're going. The train ride between LaSpezia and Riomaggiore takes about 10 minutes (more or less), and it's almost all in a tunnel. If you're lucky and you're sitting on the right side of the train, you get to see the sea for a sec or two on the way. The ride between the next villages is shorter (from 2 to 5 minutes). We never got to Levanto.

We decided to stay in Corniglia. Why? Two reasons. It's in the middle (from the east to west they go this way: Riomaggiore, Manarola, Corniglia, Vernazza, Monterosso al Mare). The distances between the villages are much bigger on their western end, though. And it was the only village up on the hill. Plus I found a pretty cosy apartment there ;)

The first afternoon that we spent there was...full of surprises and full of change. When we arrived, the sun was shining. We settled oursevles in the apartment and went to grab a bite. After lunch we were ready to explore the village, its tiny... hard to call them streets, rather passages and paths, and what felt like secret passages. We went to see the beach, though don't expect to find any sand there. Not even stones. Just a sort of concrete platforms, human made, obviously. When we were on our way up, it started raining. At first, just a few drops, but we decided to head back to the apartment. We made it just in time to hide from the rain. It was neither a long nor a heavy rainfall. And after that, we even managed to get to the viewpoint, to look at Manarola and Monterosso. And that viewpoint was just round the corner from our apartment.


Głównym celem naszego wyjazdu do Włoch nie była ani Florencja ani Piza. Nie. Tym, co naprawdę chciałam zobaczyć, było pięć malutkich miejscowości zasklepionych między morzem a skalistym lądem. Cinque Terre. Pięć Miejscowości. Liguria. Włochy.

Widziałam tyle zdjęć tej piątki i czytałam tyle na ich temat, że po prostu musiałam je zobaczyć na własne oczy. Już od... no, co najmniej dwóch lat czekałam z utęsknieniem na możliwość wyjazdu w tamte rejony. Pierwszy plan podróży pojawił się w 2012 roku, kiedy planowaliśmy "rajd samochodowy" po Europie. Ostatecznie Europa zamieniła się w Niemcy, czego nie żałuję, ale wizytę w Cinque Terre musieliśmy przełożyć. W tym roku nie było mowy o dalszym przekładaniu. Żadną siłą by mnie do tego nie zmusili. No, chyba że pojawiłyby się ulewy i osunięcia ziemi, co w ostatnich latach się w tym rejonie zdarzało. Ale liczyłam na to, że nic nawet minimalnie podobnego się w tym roku nie wydarzy.

Z Pizy do Cinque Terre pojechaliśmy pociągiem. Nie chciało nam się rano zbyt wcześnie wstawać, więc podarowaliśmy sobie jedyny pociąg bezpośredni jadący z Pizy. Pojechaliśmy do LaSpezii, gdzie przesiedliśmy się na pociąg regionalny, który łączył pięć miejscowości z LaSpezią (na wschodzie) i Levanto (na zachodzie, a niektóre jeździły nawet jeszcze dalej). Praktycznie zaraz po wyjeździe z LaSpezii, pociąg wjeżdża do tunelu. Więc nie ma się kompletnie pojęcia o swoim położeniu. Czas przejazdu z LaSpezii do Riomaggiore wynosi około 10 minut (mniej więcej) i praktycznie cały ten czas spędza się we wspomnianym tunelu. Jeśli masz szczęście i siedzisz po właściwej stronie pociągu, będziesz mógł zobaczyć przez chwilkę morze zanim pociąg dojedzie do Riomaggiore. Przejazdy między kolejnymi miejscowościami są krótsze, w granicach 2-5 minut. Do Levanto nigdy nie dojechaliśmy.  

Zdecydowaliśmy się z Corniglii zrobić naszą bazę wypadową. Dlaczego? Z dwóch powodów. Jest w położona w środku (miejscowości mają taką kolejność patrząc od wschodu na zachód: Riomaggiore, Manarola, Corniglia, Vernazza, Monterosso al Mare). Jednak odległości między miejscowościami na zachodnim krańcu Cinque Terre są większe. No i jest to jedyna miejscowość położona na wzgórzu. A poza tym, znalazłam przytulne mieszkanko w Corniglii ;)

Pierwsze popołudnie, które tam spędziliśmy było...pełne niespodzianek i zmian. Kiedy przyjechaliśmy, świeciło słońce. Rozpakowaliśmy się w mieszkanku i poszliśmy coś zjeść. Po obiedzie byliśmy gotowi poznać mieścinkę, jej małe... ciężko je nawet nazwać ulicami, raczej przejściami, ścieżkami, a niektóre sprawiały nawet wrażenie tajnych przejść. Poszliśmy zobaczyć plażę, choć piasku próżno było na niej szukać. Nawet kamieni. Jedynie betonowe płyty, stworzone oczywiście przez człowieka. Gdy wracaliśmy z plaży, zaczęło padać. Z początku tylko kropić, ale stwierdziliśmy, że wracamy do mieszkania. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Deszcz nie był ani obfity ani długo trwający. A po nim poszliśmy na punkt widokowy, by spojrzeć na Manarolę i Monterosso. A ten punkt widokowy znajdował się tuż obok naszego mieszkanka, zaraz za rogiem.  



View from our window / Widok z naszego okna
"The streets" / Uliczki
On the way to the beach / W drodze na plażę

The beach / Plaża
Up on the hill / Na wzgórzu
Clouds. Rain's coming / Chmury. Nadchodzi deszcz
Is it sunny or is it raining? / Świeci słońce czy pada?

Manarola