Showing posts with label Monterosso al Mare. Show all posts
Showing posts with label Monterosso al Mare. Show all posts

Friday, 27 February 2015

Hike no. 2 - from Monterosso to Vernazza

Our fourth day in Cinque Terre was sunny and lovely from the early morning hours. Such a change, we were thrilled to see that. We treated that as a lovely reward for our hike in the rain the previous day, and had we known we were up for such a reward, we would have done the hike the first day. Though, on the other hand, I'm glad we could see the villages in such different weather conditions.

Anyway, we started the day by spending a few lazy hours in Monterosso, mainly on the beach. We were also happy to find out that the seaside trails (previously closed due to bad weather conditions) were open for the day. Since that was our last full day in Cinque Terre (we were leaving for Pisa and then for Poland the next day around 10 or 11 am), we couldn't miss such an opportunity.

We bought ourselves a daily ticket for the Cinque Terre National Park trails (aka the seaside trails, the only ones you have to pay for) and were ready and eager to get to Vernazza on foot.

The beginning of the trail is steep. Very steep. But, at the same time, easier to climb than the one from Manarola to Riomaggiore. We were going up, and up, and then a little bit more up. But once we got to the more or less flat area, it was more or less flat for a longer time. There were a few ups and downs on the way, too, but not that long and steep.

And the views were stunning! It was sunny, with hardly any clouds on the sky. The colour of the water perfectly contrasted the few lazy sailboats. This hike was definitely longer than the one from Manarola to Riomaggiore, we could all feel that. The sunshine made us so much more thirsty and tired on the way. But we were all glad we made it to Vernazza. We got to see it all that colourful, in the beautiful, sunny weather. Just the way I wanted to see it in the first place. And I was not disappointed with that view.


Nasz czwarty dzień w Cinque Terre już od wczesnych godzin porannych był piękny i słoneczny. Taka zmiana! Byliśmy nią zachwyceni. Potraktowaliśmy to jako nagrodę za trud wspinaczki w deszczu poprzedniego dnia, i gdybyśmy wiedzieli, że czeka nas za to taka nagroda, poszlibyśmy na szlak już pierwszego dnia. Chociaż, z drugiej strony, cieszę się, że zobaczyliśmy Cinque Terre w tak różnych warunkach pogodowych.

W każdym razie, dzień zaczęliśmy powoli i leniwie, spędzając kilka godzin w Monterosso, głównie na plaży. Ku naszej wielkiej radości, dowiedzieliśmy się również, że szlaki biegnące wzdłuż brzegu morza (zamknięte poprzednio z powodu złej pogody) na ten dzień zostały otwarte. Jako że był to nasz ostatni dzień w pełni spędzony w Cinque Terre (następnego dnia koło 10-11 wyruszaliśmy do Pizy i dalej do Polski), więc nie mogliśmy przegapić takiej szansy.

Kupiliśmy sobie bilety na szlaki należące do Parku Narodowego Cinque Terre (zwane również szlakami nadmorskimi, jedynymi, które są płatne) i byliśmy zwarci i gotowi, by pieszo dostać się do Vernazzy.

Początek szlaku jest stromy. Bardzo stromy. Choć miałam wrażenie, że łatwiejszy do pokonania  niż szlak z Manaroli do Riomaggiore. Szliśmy w górę, w górę, a następnie jeszcze trochę w górę. Aż w końcu dotarliśmy do mniej lub bardziej płaskiej drogi, która taką pozostała na dłuższy czas. Kilka razy trzeba było jeszcze zejść trochę w dół, by znów wspiąć się w górę, ale ani nie były to odcinki długie, ani strome.

A widoki były oszałamiające! Było słonecznie, na niebie prawie żadnych chmurek. Kolor wody pięknie kontrastował z nielicznymi, leniwymi żaglówkami. Przejście tej trasy zajęło zdecydowanie więcej czasu niż przejście trasy z Manaroli do Riomaggiore, wszyscy to zdecydowanie czuliśmy. Ale byliśmy zadowoleni, że udało nam się przejść do Vernazzy. Udało nam się ją zobaczyć, tak pełną koloru, przy pięknej, słonecznej pogodzie. Czyli tak, jak od początku chciałam ją zobaczyć. I ten widok zdecydowanie mnie nie zawiódł.


Oh, to have such a pool with such a view / Chciało by się mieć taki basen z takim widokiem
 Monterosso as seen from the trail / Monterosso widziane ze szlaku
 The first glimpse of Vernazza / Pierwszy rzut oka na Vernazzę
 Ha, we made it! / Ha, udało się!

Friday, 23 January 2015

The westernmost of the five

From Riomaggiore we decided to head to the westernmost of the five villages, that is to Monterosso al Mare. The weather was horrible and we didn't know how much we could still see that day. Plus, we hoped for better weather the next day and we didn't want to spoil ourselves the experience of seeing Vernazza or Manarola in the lovely sunshine. We sat on a bench in Monterosso, right by the playground (but not the one described before. We came across a Polish family with a boy of Arturek's age, so boys played together and we talked about our experiences in Cinque Terre and Italy, I don't have this playground on any of my pictures) and we came up with alternative plans for the next day. Having figured that out, we decided it was time to see a bit more of Monterosso than just what is right outside the railway station.

Monterosso is the most touristy of the five. In the sense that it is the flattest of all and most of the hotels are located in Monterosso. Plus, it has the largest beaches. Ones that you can truly lie on and relax. And, I think, it is also the biggest of the five.

Once we went through the tunnel (Cinque Terre are full of tunnels ;) but there's no other option if you're surrounded by mountains, right?), another part was open for us. With yet another beach (more sandy than the one near the train station, but this one was stinky when we went there), yet another playground (the one that Arturek was playing on right before our beach break). That is also the part, where the trail to Vernazza begins. Since it was closed due to poor weather conditions, we only got to the beginning of the trail, as we were intrigued by the bridge that we could see from the distance. Plus, in case the weather didn't get any prettier, we wanted to get a more distant view of Monterosso as well. So we went all the way up to the bridge.

And it was worth all the effort. The views were wonderful. The sun started picking from behind the clouds creating colourful and bright spots on the water. And climbing up to a place that we can call a viewpoint in order to look down on a village, town or city - we're always in!



Z Riomaggiore postanowiliśmy udać się wprost do najbardziej na zachód wysuniętego miasteczka, czyli Monterosso al Mare. Pogoda była straszna i nie wiedzieliśmy, ile jeszcze uda nam się tego dnia zobaczyć. No a poza tym, wciąż liczyliśmy na poprawę pogody w następnych dniach, więc nie chcieliśmy psuć sobie przyjemności z oglądania Vernazzy czy Manaroli w pięknym słońcu. Usiedliśmy na ławeczce w Monterosso, tuż obok placu zabaw (ale nie tego, o którym wcześniej wspominałam. Spotkaliśmy tam polską rodzinę z chłopcem w wieku zbliżonym do Arturka, więc chłopcy się razem pobawili, a my wymieniliśmy się wrażeniami i doświadczeniami z Cinque Terre i Włoch. Nie wydaje mi się, abym miała jakiekolwiek zdjęcia z tego placu zabaw) i opracowaliśmy alternatywne plany na kolejny dzień. Wymyśliwszy to wszystko, stwierdziliśmy, że czas najwyższy zobaczyć trochę więcej Monterosso niż tylko to, co jest tuż obok stacji kolejowej. 

Monterosso jest najbardziej turystyczną z wszystkich miejscowości. W takim znaczeniu, że jest najbardziej płaska, i to właśnie w niej zlokalizowanych jest najwięcej hoteli. No i ma największe plaże. Takie, na których można się wygodnie położyć i odpocząć. I, tak mi się wydaje, jest również największe z całej piątki.   

Gdy przeszliśmy przez tunel (Cinque Terre pełne jest tuneli ;) Ale co począć, gdy otaczają Cię zewsząd skały, prawda?), inna część stanęła przed nami otworem. Z kolejną plażą (bardziej piaszczystą niż ta obok stacji, ale ta śmierdziała, gdy koło niej przechodziliśmy), kolejnym placem zabaw (tym, na którym Arturek się bawił przed plażowaniem). To właśnie w tej części zaczyna się szlak prowadzący do Vernazzy. Jako że szlak był zamknięty z powodu trudnych warunków atmosferycznych, dotarliśmy tylko na początek szlaku, bo pociągał nas widoczny z daleka most. No i, w razie gdyby pogoda się jednak nie poprawiła, chcieliśmy jednak mieć możliwość spojrzenia na Monterosso z góry. Tak więc wdrapaliśmy się na most.

I warto było się wysilić. Widoki były niesamowite. Słońce zaczęło wyglądać zza chmur tworząc kolorowe i bardzo jasne plamy na wodzie. A wspinaczka na miejsce, które można nazwać punktem widokowym, z którego rozpościera się widok w dół na wioskę, miasteczko czy miasto - my zawsze chętnie!



Our beach break spot. See the rock sticking out of water? Yes, that's the same one, just seen from another angle ;) / Nasze miejsce plażowania. Widzicie skałę wystającą z wody? Tak, to ta sama, tylko widziana z innej strony ;)
 The giant / Olbrzym
 Vernazza as seen from Monteosso / Vernazza widziana z Monterosso
 Corniglia as seen from Monterosso / Corniglia widziana z Monterosso
 Yet another tunnel / I kolejny tunel
 You can see the beginning of the trail to Vernazza and the bridge (see below) in this picture as well / Na tym zdjęciu również widać początek trasy do Vernazzy i most (patrz niżej)
 That bridge was spectacular (the beginning of the trail to Vernazza) / Ten most był niesamowity (początek szlaku do Vernazzy)
 The playground used for the first time / Plac zabaw wykorzystywany po raz pierwszy

Tuesday, 6 January 2015

A little beach break

I have so much to write about our few days in Cinque Terre that I don't really know what I should start with. I still need some time after the whole end of December/beginning of January whirlwind to sort it all out and figure it all out for myself. Only then I can share it with you, so that it makes at least a little sense ;)

Until then... No, I'm not going to remain silent. I will share other stuff as well. But today I will write a few words on Cinque Terre. Excited? I defintely am!

It was Sunday. That I can remember perfectly well. That was our last full day in Cinque Terre. The next day was our transfer day back to Pisa (and then back home in the evening). At the same time, it was the prettiest day of all. It was warm, but that wasn't anything new. But it was sunny and the sky remained cloudless the whole day. That was definitely new. We decided to use the day to the maximum and we actually did quite a lot that day.

We decided to attend the mass first thing in the morning. In Corniglia? No. We decided to go to Monterosso. Why, you might wonder. Wasn't there a church in Corniglia? Of course there was. I'm not sure if you can find an Italian town or village without a church (in that sense, it's so similar to Poland). We decided to go to Monterosso cause right before the church we went to the playground (there is no such place in Corniglia or we haven't found one) and right after the church we went to the beach. In mid-October. And it was amazing! Just have a look yourselves!

Right after the beach break (break from what?) we were all ready to conquer the Cinque Terre National Park. Yes, we did hike. We live at the sea, so that is pretty normal to us, but if we are in the mountains, we try to hike at least a little ;) But more on that some other time :)



Mam tyle do napisania na temat naszych kilku dni spędzonych w Cinque Terre, że naprawdę nie wiem, od czego zacząć. Potrzebuję jeszcze chwilki, by ogarnąć wszystko po zawirowaniach około świątecznych i noworocznych. Muszę sobie to wszystko poukładać i przemyśleć. I dopiero wtedy będę się mogła tym z Wami podzielić, żeby miało to chociaż odrobinę sensu ;)

A tymczasem... Nie, nie zamilknę. Będę pisać na inne tematy. Choć dzisiaj jednak napiszę kilka słów o Cinque Terre. Nie możecie się doczekać? Ja na pewno nie mogę!

To była niedziela. To pamiętam doskonale. Nasz ostatni pełny dzień w Cinque Terre. Następnego dnia przemieszczaliśmy się do Pizy, a następnie z powrotem do domu. Jednocześnie, był to również najpiękniejszy z dni, które tam spędziliśmy. Było ciepło, choć to akurat nie było nic nowego. Ale było również słonecznie i przez cały dzień na niebie nie było ani jednej chmurki. I to zdecydowanie było coś nowego. Postanowiliśmy na maksa wykorzystać ten dzień i w gruncie rzeczy całkiem nieźle się to nam udało. 

Na mszę udaliśmy się z samego rana. W Cornigli? Nie. Postanowiliśmy pojechać do Monterosso. Możecie się zastanawiać, dlaczego. Czyżby z braku kościoła w Cornigli? Zdecydowanie nie. Nie wiem, czy jest we Włoszech jakaś mieścinka, w której nie ma kościoła (w tym sense jest to bardzo podobne do polskiej rzeczywistości). Postanowiliśmy udać się do Monterosso, bo zaraz przed mszą poszliśmy na plac zabaw (w Cornigli takowego nie było, a przynajmniej nam nie udało się takowego znaleźć), a zaraz po mszy poszliśmy na plażę. W połowie października. I było cudownie! Zresztą, sami zobaczcie!

Zaraz po przyjemnej "przerwie na plażę" (przerwie od czego?), byliśmy gotowi na podbój Parku Narodowego Cinque Terre. Tak, trochę sobie pomaszerowaliśmy po górach. Mieszkamy nad morzem, więc nie jest ono dla nas niczym nadzwyczajnym. Za to gdy tylko jesteśmy w górach, chętnie korzystamy z okazji i po nich łazimy, choć troszkę ;) Ale więcej o tym następnym razem. 


***
 If you had a choice, would you rather go to the sea or to the mountains? 
A Wy, jeżeli mielibyście wybór, wybralibyście wyjazd nad morze czy w góry?