Monday, 10 June 2013

A taste of Minotaur's life - part 2

As promised, today I'm giving you the pictures of the big corn maze. The funny and exhausting experience ;)

Zgodnie z obietnicą, wklejam zdjęcia dużego kukurydzianego labiryntu. Zabawnego i wykańczającego doświadczenia ;)

Sunday, 9 June 2013

A taste of Minotaur’s life - part 1

Have you ever wondered what Minotaur felt when he was imprisoned in that huge maze on Crete? The frustration when you’re trying to find the way out but can’t do it. The tiredness when you have to walk that same path yet another time.

We had a chance to try and feel all that for ourselves. And we had a map that, if we needed, we could sneak a peak at. And we did that a lot. Yet it was a great adventure. Tiring, that’s true. The weather added something to that as well – it was really hot and sunny (for the most part).

Where was it and what was it?

As usually, I found it totally by chance. The Internet truly is a fabulous place. I was looking for something completely different when Bliziny popped up. It’s a place about 45 min by car from our home, in Kashuby (have I already mentioned that I love the region where I’ve spent most of my life?).

It’s seven mazes in one place. The theme last year – pirates. First, you have to solve the six small maze-like quizzes, some of which are really challenging. And only then you’re authorized to receive an old map of the big, corn maze. A maze shaped like a pirate ship, in which paths are ca. 4,5 km long. A maze in which you’re looking for 5 letters (their locations are marked on the map) that give you a secret password entitling you to receive a special reward. And as all that piratey-story-like history is purely for kids, all the fun and energy you get from that placec is also for adults.

The entrance costs were next to nothing (15 PLN full price, 7 PLN reduced, children up to 3 years free of charge; I don't know this year's prices), the laughing your ass off and all the pain in your muscles you get extra, for free. It’s the first time they’re doing it, on licence by Adrian Fischer. So it had to be good!

We spent over three hours there. Great and exciting three hours. We’re definitely getting back there this year, when there’s a different maze, a different theme and a different story to it all.

And here are some details of the first six mazes (come back tomorrow for the pictures of the big one).

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, co czuł Minotaur, kiedy został uwięziony w tym wielkim labiryncie na Krecie? Frustrację, jaką można czuć, kiedy próbujesz znaleźć wyjście, ale nie jesteś w stanie. Zmęczenie, gdy po raz kolejny musisz przejść ten sam kawałek drogi. 

Mieliśmy okazję sami czegoś podobnego doświadczyć. A mieliśmy mapę, z której, w razie potrzeby, mogliśmy skorzystać. I wiele razy korzystaliśmy. Była to niesamowita przygoda. Męcząca, to prawda. Pogoda dodała też swoje - było gorąco i słonecznie (przez większą część czasu). 

Jak zwykle, znalazłam to miejsce przez czysty przypadek. Internet naprawdę jest wspaniałym miejscem ;) Szukałam czegoś zupełnie innego, kiedy moim oczom ukazały się Bliziny. To miejsce znajdujące się jakieś 45 minut jazdy samochodem od naszego domu, na Kaszubach (czy już wspominałam, że uwielbiam region, w którym spędziłam większość swojego życia?). 

To siedem labiryntów w jednym miejscu. Temat przewodni w zeszłym roku - piraci. Najpierw trzeba rozwiązać 6 mini quizzów labiryntowych, a niektóre z nich są niezłym wyzwaniem. I dopiero po ich rozwiązaniu jest się upoważnionym do odbioru starej mapy dużego, kukurydzianego labiryntu. Labiryntu w kształcie statku pirackiego, którego ścieżki mają ok. 4,5 km długości. Labiryntu, w którym szukało się 5 literek (ich miejsca są oznaczone na mapie). Z nich należy ułożyć hasło upoważniające do odbioru nagrody. I o ile cała piracka otoczka jest czysto przygotowana dla dzieci, cały śmiech, zabawa i energia są również dla dorosłych. 

Koszty wstępu w zeszłym roku były niewielkie ( 15 zł normalny, 7 zł ulgowy, dzieci do lat 3 za darmo, nie znam cen tegorocznych), a wielka dawka śmiechu i ból w mięśniach są gratis. Labirynty w Blizinach były otwarte po raz pierwszy w zeszłym roku, na licencji Adriana Fischera. Więc musiały być dobre!

Spędziliśmy tam ponad 3 godziny. Trzy wspaniałe i emocjonujące godziny. I na pewno wrócimy tam w tym roku. Do innego labiryntu, z innym tematem przewodnim, z inną historią. 

A tu jest kilka szczegółów pierwszych 6 zadań (jutro wkleję zdjęcia dużego labiryntu).

 There is a place where you can sit down and grab a bite / Jest miejsce, w którym można usiąść i coś zjeść.
 There's a small playground as well / Jest też mały plac zabaw.
 That's the entrance. You could easily miss it... / Tak wyglądało wejście. Łatwo było je ominąć.
 

Friday, 7 June 2013

A beach day

Gdynia. City beach. Sunday, around 11 o'clock. A hot and sunny day. The last day of the Corpus Christi long weekend. Can you think of a better opportunity to have a great time outdoors and relax? Oh, yes. I forgot one thing. A really important thing. A big playground right on the beach that can keep your child(ren) happy and occupied. Slides, swings, a train, a ship, ladders, and, of course, lots of sand. A huge variety of attractions. Practically everything. For younger and older children. Oh, and a cafe/bar/restaurant right next to it and others in close viccinity. So, once again, a great place for young and old. For those wishing to sit down or lie down and relax (in direct sunlight or in the shadow). For those wishing to spend their time more actively, playing beach volleyball, riding a bike, running around with their child(ren) or alone or have a great time in any other active way.

So I decided to sit on a shadowed bench and enjoy the atmosphere, breathe in some fresh air, read a book and just relax. Of course, I couldn't focus on reading as observing the world was much more interesting. But still ;) Artur kept running around from one attraction to another taking his father with him. Most of the time I could see neither of them from my comfy bench. I only knew that Krzysiek took the camera and followed Artur around (more or less eagerly ;)).

Oh, and one more thing. There was lots of free space on the beach itself. The school year is not over yet so there aren't that many tourists here yet. And the Baltic Sea, and Gdansk Bay by extention, is still quite cold. Weldl, it never gets really warm, it's not the Mediterranean Sea afterall, but it gets a bit warmer in the summer than it is now.

But the playground was full! Of children, parents, grandparents, prams. Crowded. The same with parking spots - full. Kosciuszko Square full of cars. Every bit of free space was instantly taken up by another car waiting in line. The parking zone is free of charge on weekends - you could totally feel that. And that reminded me of why we don't go to the city beach on summer weekends (well, weekdays as well, but that's mostly because we're all at work). Way too many people. And I don't fancy just lying on the beach in direct sunlight. Way too exhausting for me. And that's said by a girl who's decided to go to Turkey with an infant and a 4,5 year old. Yes, that's true. Don't even try to follow that path - you might get lost inthe long, dark corridors of my mind and never find the way out. ;) And, yes, I can't wait for that Turkey trip ;)

And last thing. I have 2,5 weeks left till the due date. Theoretically, at least. I really wish it could be sooner, but, it the same time, I have no hope for it. Deep down inside I feel it's going to be in 2,5 weeks or a bit later... I hope I'm wrong. I wouldn't mind a birthday gift of being able to hold my little girl in my arms ;)

Gdynia. Plaża miejska. Niedziela, około godziny 11. Gorący i słoneczny dzień. Ostatni dzień długiego weekendu Bożego Ciała. Możecie sobie wyobrazić lepszą okazję na spędzenie trochę czasu na świeżym powietrzu i porządny odpoczynek? Aha, no tak. Zapomniałam o jednej rzeczy. Jednej ważnej rzeczy. Duży plac zabaw na plaży, który sprawi, że Twoje dzieci będą szczęśliwe i zajęte sobą. Zjeżdżalnie, huśtawki, drabinki, pociąg, statek, no i oczywiście mnóstwo piasku. Duża różnorodność atrakcji. Praktycznie wszystko. Dla młodszych i dla starszych dzieci. Aha, no i kawiarnia/bar/restauracja zaraz obok, a kolejne w bliskie odległości. Tak więc, raz jeszcze, coś dla młodszych i dla starszych. Dla tych, którzy chcą w spokoju posiedzieć sobie lub poleżeć i się zrelaksować (w słoneczku lub w cieniu). Dla tych, którzy chcą aktywnie spędzić czas grając w siatkówkę plażową, jeżdżąc na rowerze, biegając za dziećmi lub samemu lub po prostu w dowolny inny aktywny sposób spędzić swój wolny czas. 

Ja zdecydowałam się na ławeczkę w cieniu, aby użyć trochę atmosfery, powdychać świeżego powietrza, poczytać książkę i się zrelaksować. Oczywiście, nie byłam w stanie się skupić na książce, bo oglądanie tego, co przede mną było dużo ciekawsze. Arturek biegał dookoła, z jednej atrakcji na drugą, zabierając swojego tatę ze sobą. Przez większość czasu nie widziałam żadnego z nich z mojej wygodnej ławeczki. Jedyne co wiedziałam, to że Krzysiu wziął aparat i pomknął za Arturkiem (mniej lub bardziej chętnie ;)). 

A, jeszcze jedna rzecz. Na plaży było dużo wolnego miejsca. Rok szkolny się jeszcze nie skończył, więc nie ma jeszcze zbyt wielu turystów. A Bałtyk, a co za tym idzie i Zatoka Gdańska, jest wciąż dość zimny. Żeby nie było niejasności, on nigdy nie będzie ciepły. Jakby nie patrzeć, nie jest to Morze Śródziemne. Ale i tak latem staje się trochę cieplejszy niż teraz. 

Za to plac zabaw - pełny! Dzieci, rodziców, dziadków, wózków. Tłum. To samo z miejscami parkingowymi - pełne. Skwer Kościuszki - pełen samochodów. Każdy kawałek wolnej przestrzeni był błyskawicznie zapełniany przez kolejny samochód stojący w kolejce do zaparkowania. Strefa parkingowa jest bezpłatna w weekendy - dał się to odczuć. I to właśnie przypomniało mi, dlaczego nie jeździmy w wakacyjne weekendy na plażę. (w tygodniu też nie, ale to raczej z racji pracy). Zdecydowanie za dużo ludzi. No i nie przepadam za leżeniem na słońcu. Zbyt wyczerpujące jak dla mnie. I tak, mówi to dziewczyna, która jesienią wybiera się do Turcji z niemowlakiem i 4,5 latkiem. Tak, to prawda. Nawet nie próbujcie iść tą ścieżką - możecie się zgubić w długich, ciemnych korytarzach mojego umysłu i już nigdy stamtąd nie wyjść ;) I, tak, nie mogę się doczekać wyjazdu do Turcji ;)

No i ostatnia rzecz. Zostało mi 2,5 tygodnia do terminu porodu. Przynajmniej teoretycznie. Bardzo chciałabym urodzić wcześniej, ale nie mam na to wielkiej nadziei. Gdzieś w środku czuję, że mała urodzi się za 2,5 tygodnia albo chwilkę później. Mam nadzieję, że się mylę. Nie miałabym nic przeciwko prezentowi urodzinowemu w postaci możliwości wzięcia w ramiona mojej kochanej córeczki ;)